• Piątek, 5 marca 2021
  • Imieniny: Adriana, Fryderyka, Oliwii

Informacje

Mandarynki w śniegu, a niesprawiedliwe słowa ranią mocniej niż nóż

Data: 12 lutego 2021, Piątek / Ilość wyświetleń: 3191

RABKA-ZDRÓJ: Na Facebooku ukazały się zdjęcia leżących w śniegu mandarynek z Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej i krytyka takiego marnotrawstwa oraz nieporządku. - Szkoda, że nikt nie pofatygował się sprawdzić, jaka jest prawda - mówi prezes komitetu Urszula Chrustek.

- Mogli je dać ludziom, to by sobie przebrali, a tak gniją obok deptaku. Tak się niszczy towar przeznaczony podobno dla biednych - sms tej treści i zdjęcia mandarynek w śniegu otrzymał również nasz dziennikarz. Na pierwszy rzut oka zarzut jawi się poważny, ale zamiast wrzucać informację do Internetu, bez sprawdzenia co się stało, wystarczyła krótka rozmowa z prezes rabczańskiego PKPS, żeby oburzenie opadło, zarzuty okazały się wyssane z palca, a cała sprawa błahostką.

- 3 tony 700 kg mandarynek otrzymaliśmy w tamtym tygodniu, z Włoch, za pośrednictwem Banku Żywności. 8 i 9 lutego wydawaliśmy towar. Chcieliśmy jak najszybciej, żeby jak najwięcej ludzi dostało owoce. Poza tym, to są delikatne, miękkie owoce, które w transporcie się rozgniatają, niektóre gniją i pleśnieją. Trzeba je przebrać. Tych zepsutych uzbierało się 7 skrzynek, około 80 kg z całego transportu. Wyrzuciliśmy je na kupę za budynek, bo taka była potrzeba chwili. I nagle rozpętała się afera - dziwi się Urszula Chrustek. - Nie rozumiem tych ludzi, którzy to robią, bo co się stało? Leżą w śniegu, na posesji, nie na chodniku. Mamy skromne środki, liczymy się z każdym groszem, więc nie zamawialiśmy specjalnego pojemnika na takie odpady, bo to dla nas kolejny wydatek, ale w tej sytuacji chyba musimy to zrobić. To dla nas szczególnie bolesne, bo jak możemy, wspólnie z pozostałymi paniami dbamy o porządek i czystość w naszej siedzibie. Każdy może przyjść i sprawdzić.

- Jestem już dawno na emeryturze i ciągle zastanawiam się, po co to wszystko jest mi jeszcze potrzebne - mówi Urszula Chrustek, która od dawna, również za naszym pośrednictwem, szuka osoby, która zechciała by wziąć klucze i odpowiedzialność za Polski Komitet Pomocy Społecznej w Rabce-Zdroju. Tyle że chętnych nie ma, bo to praca społeczna, bez żadnego wynagrodzenia, w zimnym budynku i trudnych warunkach, ciężka fizycznie, czasochłonna i jak się okazuje - niewdzięczna. Tony żywności, które trzeba rozładować z ciężarówek, opłaty za transport, czynsz, rachunki, księgowość, które trzeba płacić ze skromnych środków, jakimi dysponuje PKPS, a czasami z własnej kieszeni, a do tego przysłowiowe "użeranie się z ludźmi" - to przykra codzienność. A gdy zamiast pomocy czy dobrego słowa słyszy się jeszcze niesprawiedliwe zarzuty i krytykę - słowa bolą podwójnie, a ranią mocniej niż nóż.

(mr)