• Niedziela, 18 kwietnia 2021
  • Imieniny: Apoloniusza, Bogusławy, Gościsława

Informacje

Właściciele działek wściekli na PKP i gminę. Kłótnia i wymiana zdań między posłanką Jagną Marczułajtis-Walczak i wójtem Bolesławem Żabą

Data: 4 marca 2021, Czwartek / Ilość wyświetleń: 3905

PKP chce wytyczyć nową drogę do przejazdu kolejowego w Rabie Niżnej. Właścicielem jednej z nich jest mieszkanka Rabki-Zdroju. Problem w tym, że działki są inwestycyjne, a za jedną z nich właściciel wziął już zaliczkę na poczet sprzedaży. Teraz są wściekli, bo ustalenia były inne, a o zmianie przebiegu drogi nikt ich nie poinformował.

Chodzi o przejazd kolejowy koło hurtowni odzieżowej przy granicy z Mszaną Dolną. Sprawa ma związek z modernizacją linii kolejowej z Chabówki do Nowego Sącza przez PKP. Spółka kolejowa zapytała jakiś czas temu Urząd Gminy w Mszanie Dolnej, który z kilku przejazdów kolejowych w tej okolicy zostawić. Wszystkie nie mogą zostać, żeby po nowej trasie pociągi jeździły szybciej, a czas dojazdu z Krakowa do Zakopanego uległ skróceniu. Gmina wskazała przejazd kolejowy obok sklepu odzieżowego, który prowadzi do stadionu sportowego.

Początkowe ustalenia, na które powołują się teraz właściciele działek położonych z obu stron torów kolejowych, mówiło o remoncie i poszerzeniu istniejącej drogi. Było to jednak tylko koncepcja. Po tamtym spotkaniu PKP uznało, że starej drogi nie da się dostosować o nowych przypisów i wymagań i zaprojektowało nową drogę prowadzącą przez sąsiednie działki. Problem w tym, że są to działki inwestycyjne, a właściciel jednej z nich, nie wiedząc, że PKP poprowadziło tędy drogę, przeznaczył ją pod sprzedaż. Znalazł się chętny i wpłacił wysoką zaliczkę, ale okazało się, że przez znaczną część działki poprowadzi droga i transakcja nie może się sfinalizować. Właściciel działki nie może tymczasem zwrócić zaliczki, bo już ją wydał na inną inwestycję.

Powstał pat i dziś przed południem, na miejscu doszło do spotkania w tej sprawie. Przyjechali właściciele, radni z Komisji Skarg i Wniosków Rady Gminy Mszana Dolna, był wójt Bolesław Żaba z wicewójt Katarzyną Szybiak oraz poproszona o interwencję w tej sprawie posłanka Jagna Marczułajtis-Walczak.

Właściciele działek największe pretensje mieli do wójta, że na wszystko się zgodził i o niczym ich nie poinformował.

- Jest mi przykro, ale jak mi to wezmą pod drogę, to zostanę dziadem, bo nie sprzedam i nie do kończę inwestycji w Rabce - mówiła jedna z właścicielek. Ona i jej syn podkreślali, że zawsze szli na rękę gminie, cokolwiek było w tym terenie robione puszczali po swoim a teraz spotkało ich coś takiego. - Nigdy nie robiliśmy problemów – mówił syn. - A teraz się okazuje, że ustalenia, na które się godziliśmy, były takie, że dojazd do torów poprowadzi starą drogą, która zostanie poszerzona, a teraz dowiadujemy się, że droga ma iść nowym śladem po naszym polu.

Na spotkaniu obecny był przedstawiciel PKP, który starał się bronić racji spółki. Jak mówił, rzeczywiście na początku był pomysł, żeby dojazd do przejazdu kolejowego prowadził istniejącą drogą, będącą we władaniu gminy, ale potem koncepcja się zmieniła. Jak tłumaczył, tory mają iść metr wyżej, co wszystko zmieni. Stara droga dojazdowa musiała by zostać podniesiona, stworzyłoby się nasyp od strony pobliskiego domu, a po przeanalizowaniu istniejących przepisów okazało się, iż dostosowanie starej drogi do obowiązujących norm byłoby niemożliwe. Nie spełniała by koniecznych parametrów. Dlatego projektant zaproponował zupełnie nową drogę. Jak przekonywał, dla tej propozycji zostały już wykonane m.in. badania geologiczne i sprawy zaszły tak daleko, że już nic nie można zrobić.

Właściciele działek nie chcieli jednak przyjąć tego do wiadomości i pytali jak to się stało, że nikt o niczym ich nie poinformował. Przedstawiciel PKP rozkładał ręce i tłumaczył, że gdy PKP zabierze teren pod drogę, mogą pisać wnioski o wykup reszty działki.

- Inwestycja jest kolejowa, nie gminna, a skargi są na wójta jakby był jedynym sprawą. Linię projektuje kolej. Rozwiązania techniczne nie były proponowane przez gminę – bronił się przed zarzutami wójt Bolesław Żaba, próbując tłumaczyć, jak doszło do całej sytuacji.

- Nie jestem jednak adwokatem kolei – przekonywał, a posłanka Marczułajtis-Walczak ripostowała. - A powinien być pan adwokatem mieszkańców. Czemu nie staje pan po ich stronie, żeby droga do przejazdu była w starym śladzie – pytała.

- My tylko opiniowaliśmy, a nie decydowaliśmy – dodała wicewójt Katarzyna Szybiak. - Chodziło o utrzymanie przejazdu kolejowego, żeby mógł pozostać w tym miejscu. A żeby tak było, musi on znajdować się na drodze publicznej, a stara droga nie jest publiczna, tylko wewnętrzna. Dlatego zaprojektowano nową.

Właściciele proponowali inne rozwiązania np. utrzymanie inne przejazdu kolejowego i poprowadzenie nowej drogi innym śladem, wzdłuż torów. Przedstawiciele PKP sceptycznie odnosił się jednak do tych pomysłów, wyjaśniają, że czas na zmiany już minął.

- Dlaczego wójt nas o niczym nie poinformował, skoro o wszystkim wiedział? Dlaczego nie było z nami spotkania – dopytywali. Nie usłyszeli odpowiedzi.

Ostatecznie posłanka Jagna Marczułajtis-Walczak zaproponowała spotkanie z udziałem osób decyzyjnych w PKP, Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, władz gminy i wszystkich zainteresowanych. Jak przekonywała, podając przykłady innych wielkich inwestycji drogowych i kolejowych, że na zmiany nigdy nie jest za późno i PKP powinno wziąć pod uwagę sytuację, w jakiej znaleźli się właściciele działek. Przedstawiciel PKP zapewnił, że poinformuje o tym przełożonych, ale ostateczne decyzje nie należą już do niego.

(mr)

Galeria zdjęć