• Gorczański Portal Informacyjny
  • Czwartek, 22 stycznia 2026
  • Imieniny: Anastazego, Wincentego, Gaudentego
Reklama
Wiadomości
Data: 30 lipca 2025, Środa / Ilość wyświetleń: 2391

Wakacje w Zarytem - wspomnienia rodzinne arch. Tomasza Janowca (video)


Lata 30. XX wieku. Rabka-Zaryte staje się modnym letniskiem, przyciągającym wielkomiejskich krakowskich i lwowskich wczasowiczów. Willa „Słońce” tętni życiem. To tutaj, u stóp Lubonia, rozgrywa się historia pełna uczuć, ambicji i pragnień – historia, którą dziś opowiada Tomek Janowiec, wnuk właścicieli pensjonatu „Słońce”.

– W tych czasach Zaryte pretendowało do roli letniego centrum dla dobrze sytuowanych i poważanych przedstawicieli środowisk akademickich, palestry, bankowości, i wszelkiego rodzaju sfer wyższych.
Do mojej babci Heleny na letnisko przyjeżdżał m.in. profesor Czesław Thullie, architekt, artysta malarz, syn rektora Politechniki Lwowskiej. Przyjeżdżała z nim również córka Maria – dziewczyna, w której zakochał się na zabój brat mojej babci, Aleksander.

Aleksander, świeżo po studiach SGH w Krakowie, ale z pasją do piłki nożnej, był wówczas zawodnikiem Cracovii. Grał w barwach tego legendarnego klubu od 1927 do 1935 roku, uczestniczył w ponad 230 meczach i trzynastokrotnie reprezentował Polskę w meczach drużyny narodowej. Jego talent dostrzegano także poza granicami Polski – wspominano go nawet na łamach „France Football” jako jednego z najlepszych w tym czasie pomocników w Europie.

– Jednak pan profesor Thullie nie chciał o tym słyszeć. Dla niego był to mezalians. Piłkarz? Co to za partia dla jego córki! – opowiada Tomek. – I wtedy Aleksander postanowił całkowicie odmienić swoje życie. Porzucił futbol, zmienił nazwisko, ukończył wydział prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Już jako prawnik był radcą, sędzią SW, adwokatem, właścicielem kancelarii prawnej w Katowicach. Wtedy to wreszcie zyskał profesorski akcept.

Z tamtych lat pozostały nie tylko rodzinne opowieści. Istnieje również film, prawdziwa perełka, nagrany na taśmie 8 mm, dziś zdigitalizowany. Pokazuje czas letnich wakacji w „Słońcu” i jego okolicach – młodzież grającą w piłkę nożną, siatkówkę, ludzi opalających się na trawie, kąpielisko z basenami o drewnianych nieckach na sąsiedniej posesji należącej wówczas do pana Łabędzia (obecnie „Pod Chmurką”). Widać także sceny z podwórka pensjonatu Marysieńka, gdzie grywano w tenisa.

– Jest też ujęcie z przejazdu pociągu przez most kolejowy, a także sceny z wycieczki do Morskiego Oka – wtedy można było jeszcze pływać po nim łodzią – mówi Tomek.

„Słońce” miało swoją charakterystyczną architekturę – balkon z kolumnadą i schody, na których siadaliśmy, by obserwować drogę, tzw. „gościniec”, jak mawiała babcia. Wspomina, jak strome było wzniesienie w okolicy obecnej Karabeli (dawniej Warszawianki). Samochody często nie były w stanie podjechać i musiały zawracać, by wzniesienie pokonać na wstecznym biegu.

– Pamiętam starą lipę i kapliczkę, które kiedyś były poniżej poziomu drogi – dziś są kilka metrów powyżej asfaltu więc widać jak stromy był kiedyś podjazd.– dodaje.

Transport letników odbywał się dorożką konną- fiakrem, który jeździł na stację kolejową – do stacji Zaryte lub do Zdroju (Rabki). Willa „Słońce” miała także coś wyjątkowego – telefon.
– Z korbką! Żeby zadzwonić, trzeba było najpierw wywołać połączenie ładunkiem elektrycznym. Mam jeszcze książkę telefoniczną z tamtych lat. – śmieje się.

To wspomnienia rodzinne jednego człowieka, ale opowiadają o przemianie całej epoki. Od telefonów na korbkę do smartfonów. Od kąpieli w basenie o drewnianej niecce i meczu w piłkę „na bosaka” po cyfrowe obrazy z dawnych lat zapisane na dysku. A jednak – nie wszystko się zmieniło.

- Te rodzinne opowieści są dla mnie ważne. Dają wiedzę o losach i życiu członków naszych rodzin, ich pasjach, sukcesach, porażkach, o wszystkim co ważne i z czego składa się życie. Warto wiedzieć skąd jesteśmy i przekazać tę wiedzę tym, którzy będą po nas.

Piotr Kuczaj

Reklama
Zobacz także
Reklama