RABKA-ZDRÓJ. Podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej w Rabce-Zdroju doszło do niecodziennego wystąpienia. Była pracownica urzędu, która odeszła po 23 latach pracy, zabrała głos w punkcie dotyczącym ustalania nowych stawek za gospodarowanie odpadami, jednak jej wypowiedź dotyczyła atmosfery w magistracie.
- Problemy z gospodarką odpadową pokazują, że kluczowym nie jest tu sam system, lecz sposób zarzadzania. Niestety pan burmistrz jako włodarz, podobne trudności ma też z zarządzaniem zespołem pracowników. Ryba psuje się od głowy. Jako były pracownik, po 23 latach zmuszona byłam rozwiązać umowę i to nie z własnej woli, ale z przekonania, że dłużej nie mogłam funkcjonować w atmosferze jaka tu panuje. Wobec tego jak pracownicy są traktowani dzisiaj w urzędzie...
- Nie jest w moim stylu przemilczeć kwestię tego w jaki sposób są traktowani pracownicy - ciągnęła dalej była urzędniczka. - Nowoprzyjęci to wyścig szczurów. Brak decyzji, dialogu, niska motywacja to obraz tego jak burmistrz organizuje, a raczej dezorganizuje pracę. Przede mną w ciszy odeszło wielu pracowników...
- Te odejścia pracowników można uznać, że potraktowani zostaliśmy jak śmieci z tą różnicą, że my zwolniliśmy się sami, a za odpady trzeba zapłacić i na ironię, nie wiadomo nawet ile - dodała.
Burmistrz nie odniósł się do jej zarzutów, a radni powrócili do procedowania uchwały śmieciowej.
Źródło: Podhale24.pl